25 września 2005
Tak mawiał pewien kierownik produkcji, pochodzący z Łodzi. Niestety – nie pamiętam jego nazwiska. Pamięta je na pewno mój nie świętej pamięci były mąż, Tylko że ja nie życzę sobie mieć z nim okoliczności.
To przez niego nienawidzę gotować (przynajmniej mam winnego!). Albowiem Nieboszczyk nie lubił jadać w domu. Nie to, żeby mu nie odpowiadała moja kuchnia. To by było za proste. Otóż Nieboszczyk wolał przepuszczać forsę na obiady na mieście okradając w ten sposób własne dziecko oraz żonę, bo przyjście na obiad do domu na określoną godzinę straszliwie, niewyobrażalnie, potwornie zamachnęłoby się na jego wolność osobistą. A swojej wolności Nieboszczyk musiał bronić jak niepodległości
No jak już jesteśmy przy tych przykrych tematach. Mąż Nieboszczyk był łaskaw kiedyś zapewnić Dzieciowi siurpryzę w postaci wizyty u Piotra Bikonta. Bikont podał Dzieciowi i swoim córeczkom nieskomplikowane danie kolacyjne, które wzięłam w komis, niekoniecznie na kolację.
Do ziemniaczanego piure – o, przepraszam. To nie mają być tłuczone kartofle w najgorszej wersji stołówkowej: źle odcedzone, rozbabrane i przesolone. To ma być puree – aksamitny krem pachnący masłem i śmietaną. Do niego dodaje się kukurydzę. Może być z puszki. To jedno z niewielu warzyw, które zapuszkowane nadaje się do zjedzenia.
A kukurydz jest zbóż. Słowo.
Tak mawiał pewien kierownik produkcji, pochodzący z Łodzi. Niestety – nie pamiętam jego nazwiska. Pamięta je na pewno mój nie świętej pamięci były mąż, Tylko że ja nie życzę sobie mieć z nim okoliczności.
To przez niego nienawidzę gotować (przynajmniej mam winnego!). Albowiem Nieboszczyk nie lubił jadać w domu. Nie to, żeby mu nie odpowiadała moja kuchnia. To by było za proste. Otóż Nieboszczyk wolał przepuszczać forsę na obiady na mieście okradając w ten sposób własne dziecko oraz żonę, bo przyjście na obiad do domu na określoną godzinę straszliwie, niewyobrażalnie, potwornie zamachnęłoby się na jego wolność osobistą. A swojej wolności Nieboszczyk musiał bronić jak niepodległości
No jak już jesteśmy przy tych przykrych tematach. Mąż Nieboszczyk był łaskaw kiedyś zapewnić Dzieciowi siurpryzę w postaci wizyty u Piotra Bikonta. Bikont podał Dzieciowi i swoim córeczkom nieskomplikowane danie kolacyjne, które wzięłam w komis, niekoniecznie na kolację.
Do ziemniaczanego piure – o, przepraszam. To nie mają być tłuczone kartofle w najgorszej wersji stołówkowej: źle odcedzone, rozbabrane i przesolone. To ma być puree – aksamitny krem pachnący masłem i śmietaną. Do niego dodaje się kukurydzę. Może być z puszki. To jedno z niewielu warzyw, które zapuszkowane nadaje się do zjedzenia.
A kukurydz jest zbóż. Słowo.