Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kawa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 marca 2013

Kawa po słowiańsku

Kawa po słowiańsku



6 stycznia 2008
Layout – jak widać – odzyskany.  Dzięki uporowi i mądrości Dziecia.  Powiem skromnie: takie gieny.
A teraz przechodzimy do notki właściwej, z przepisem właściwym w środku.


Ileż to rzeczy jest przereklamowanych. Praca. Emerytura. Małżeństwo. Singielstwo. Bezdzietność. Wielodzietność. Śledź po japońsku. Święta. Sylwester. Kuchnia włoska z pizzą na czele, czyli kanapką na ciepło. Wreszcie wino, wraz z kulturą jego picia. Weż tu i pij wino w taki ziąb, niegrzane. Trzeba jeść i pić to, co rośnie na danym terenie. Czy u nas rośnie dobre wino? Nie rośnie.


Gospodynie i gospodarze! Luminarki i luminarze! Promujcie własne dziedzictwo kulturowe! Będąc w zjednoczonej Europie sławcie własną odmienność! No co wam buddyzm, wegetarianizm, dieta śródziemnomorska, wina kalifornijskie, holenderskie kakao, angielska herbata, sushi i galaretka z owoców chlebowca.


Dzisiaj szef kuchni poleca KAWĘ PO SŁOWIAŃSKU. Parzymy kawę jak zwykle, słodzimy ją (lub nie) i dodajemy do niej solidny chlust bimbru. Właściwe proporcje należy dopracować samemu.


Jak mówię: bimbru, to mam na myśli bimber, a nie jakieś cuś – wódkę, spiorytus, whisky, sake  albo armagnac. Kawa po słowiańsku promuje rodzime dziedzictwo kulturowe, a nie jakieś huk-wi-co.

sobota, 23 marca 2013

W entreju na bifeju stoła szolka ppo teju

W entreju na bifeju stoła szolka ppo teju
4 listopada 2005

Na notkę zaprasza aromat identyczny z naturalnym
A stała po teju bo dzisiaj zajmiemy się kawą. Czy ktoś pamięta jeszcze, jak cudnie wystawił Grabowski „Opis obyczajów” Kitowicza? Ale i bez Grabowskiego Kitowicz też jest zaje. Na taki dzień jak dzisiaj, najlepszy będzie następujący fragment:
„Gdy zaś nastała kawa i rozeszła się po wszystkich domach pańskich, szlachty majętniejszej i bogatych mieszczan, dawano ją najprzód z rana z mlekiem cukrem, po której pijano wódkę, a herbatę, jako sprawującą suchoty i oziębiającą żołądek, w cale zarzucono; policzono ją w liczbę lekarstw przeciw gorączce i po ejekcyjach, mianowicie z gwałtownego pijaństwa pochodzących. Po każdym także stole dawano gościom kawę, jednym z mlekiem, drugim bez mleka. Tym trunkiem najulubieńszym raczyły się kobiety najwięcej, tak z rana, jak i po obiedzie i po wieczerzy, osobliwie gdy w kompanii jakiej albo podczas tańców długo w noc dosiadywały. Kto z mężczyzn chciał uniknąć wina, wstawszy od stołu, miał się do kawy; było to albowiem na kształt przywileju zdrowia, że kto pił kawę, nie mógł być oprymowany winem. Ale ten przywilej nie służył dłużej jak do dwóch godzin; dobre i to, osobliwie, gdy złym winem pojono.
Kawa od ludzi majętnych przeszła nareszcie do całego pospólstwa, podniosły się po miastach kafenhauzy, szewcy, krawcy, przekupnie, przekupki, tragarze i najostatniejszy motłoch udał się do kawy.(…) Nawet po domach małych i skąpych robili sobie taką kawę przymięszając do niej przez połowę pszenicy albo grochu palonego, bo koniecznie chciało się kawy.
(…) Ledwo który otworzył oczy, zaraz mu do łóżka niesiono kawę. Panie nabożne, które miały przyjmować komuniją, spieszyły się do niej jak najraniej, a po przyjętej jeszcze spieszniej wracały do domu, gotowe wyprać po pysku sługę, policzki jej wyszczypać z wielkiej gorliwości, jeśliby za wstąpieniem w próg kawy gotowej nie zastały. (…)
I dobrze: póki albowiem nie była znajoma kawa, biała płeć dystyngwowana na ranny posiłek używała polewki zrobionej z piwa, wina, cukru, jajec, szafranu albo cynamonu. Ale za to po poleweczce jejmoście domowe same i z goszczącymi na sekret przechodziły się często do apteczki i tam wódeczką mdlącą poleweczkę zakrapiając, po trosze się gorzałeczką rozpijały.
Kawa najlepsza jest z tygielka, ale na taką to trzeba jechać na Zaliborz do Babki i Dziadka. Nam pozostaje kawa z ekspresika. Dodajemy do niej: ziarenko soli i szczyptę cynamonu. Albo imbiru. Albo goździków. Albo lody zamiast śmietanki.