Wałówka na drogę
21 czerwca 2008
Czeka nas siedmiogodzinna podróż pekaesem. W podróży jestem bardzo śpiąca z przerwami na bardzo głodna. Pekaes nie własny samochód, więc wiadomo, człowiek zajazdu sobie nie wybierze, że niby tu zje świeżą rybkę, a kawę i lody w innym lokalu. Przystanki są krótkie, w sumie wystarczają na upuszczenie płynów i zakupienie surowca na następną partię.
Mam przed sobą kupę roboty z przewagą roboty. Muszę jakoś odgruzować mieszkanie, wymienić żwir w jednej kuwecie (dwie już obleciałam), przeprowadzić zabiegi higieniczne na kocie, spakować walizy, wynieść pierdyliard toreb za śmieciami, wziąć kasę z bankomatu, bo na miejscu trzeba zapłacić za wakacje, a bankomat tam jakiś miejscowy, więc od dwóch osób muszących zapłacić za dwa tygodnie pobytu policzyłby sobie niezły procent, który potem figuruje pod kryptonimem „obsługa karty” – chociaż to ja tę kartę obsługiwałam w bankomacie. Muszę odgruzować kanapę, która wygląda jak wronie gniazdo oraz ławę, która dla odmiany – że użyję sformułowania Melissy – wygląda jak lej po bombie. Powiedzmy sobie szczerze, otwarcie, nie unikając ryzyka: całe mieszkanie wygląda jakby w nie pierdolnął meteoryt tunguski.
W drodze będziemy jeść kanapki z pastą z boczku. Pasta nie wędlina, nie zacznie zieleniec, trzyma się chleba bez masła, które w upale ma tendencję do topienia się i jełczenia. Do tego ogórki małosolne i zielone.
Oprócz tego muffiny serowo-musztardowe (Welsh-Rarebit).
W celu ich otrzymania wymiesza się w jednej misce: ok. 230 dag mąki pszennej, ok. 50 dag mąki kukurydzianej, łyżeczkę soli, dwie łyżeczki proszku do pieczenia, pół łyżeczki sody, czubatą łyżeczkę proszku musztardowego (kupiłam w sklepie „kuchnie świata”), który można zastąpić musztardą ze słoika.
W drugim naczyniu się miesza: jedno jajko. 15 dag startego żółtego sera, 150 ml jogurtu greckiego (można zastąpić maślanką i się nie przejmować), 125 ml mleka, dwie łyżki sosu sojowego, 6 łyżek oleju roślinnego.
Następnie mokre składniki wlewa się do suchych, miesza dość niechlujnie i piecze ok. 20 minut w temperaturze ok. 180 stopni.
Rozumiem szaloną karierę muffinek – jest to ciasto dla debili kulinarnych, psujów kuchennych i ogólnie ludzi o dwóch lewych rękach.
Pekaes nie autobus komunikacji miejskiej – jeść w nim wypada i będę to robić. Natomiast co ja myślę o jedzeniu w autobusach i tramwajach miejskich, można poczytać sobie na Towarach.