29 listopada 2005
i go nie dostała. A wiesz, dlaczego? Bo się napierała!
Miałam taką znajomą, która, kiedy spadł pierwszy danej zimy śnieg – piekła pierniczki.
Pierniczki sobie upiekę, jak będę chciała i humor miała.
A może by tak ciasteczka kruche z maszynki, madame?
No, więc ciasteczka też kiepsko widzę, bo do ciasteczek z maszynki potrzebna jest maszynka.
Nie będę wmawiać, że nie mam maszynki. No, mam. Ale tak jakbym nie miała. Bo ona jest na przyssawkę. A że stoły mam drewniane, to przyssawka się ich chytać nie chocze.
Ktoś powie: to przyczep do kuchennego blatu.
A ja mu na to: blaty w mojej kuchni nie są przyklejone do szafek i jak Cot się zaprze… to ten… podnosi taki blacik razem z maszynką za rączkę od onej.
A znowu jeden blat to jest tak trochę przykręcony. Między kuchenką a zlewem jest położony. Pod nim mamy kubełek na śmieci. Ze trzy lata temu przyssalim do niego tę maszynkę z Dzieciem. Kręcim ciasteczka, kręcim, no kurna Olek, idzie nam nadzwyczajnie, ciasteczko za ciasteczkiem, aż tu nagle! Trrrach! Blat się oderwał, maszynka się oderwała, ciasteczka do kubełka polecieli, pełno radości i krzyku.
Ale ciasteczka będą prędzej czy później, bo są pyszne. U Babki i Dziadka jest zbędna maszynka, w sam raz dla Cota, ruska, taka co to gniotsa – nie łamiotsa.
Trochę może strach, że śrubą stół poharata, ale trudno. Strach rzecz ludzka.
A ciasteczka robi się tak.
5-7 żółtek (w tym mogą być dwa całe jajka) i półtorej szklanki cukru (Cot daje mniej) i – o wiele ktoś jest w życzeniu – dwa cukry waniliowe ubić na puch. Wlać stopioną, przestudzoną kostkę masła. Smakosze, rzecz prosta, dają margarynę. Do masy wgnieść drewnianą łyżką tyle mąki (najlepiej krupczatki), ile ona wchłonie – zwykle jest to około kilograma i ochłodzić.
Nałożyć na maszynkę do mięsa końcówkę do kruchych ciasteczek. Masę przepuścić przez maszynkę, no kręcić normalnie, kręcić, aż gały na wierzch wyjdą..
Wykładać na blachę, która może być sucha.
Piec w piekarniku nagrzanym do ok. 200° dopóki ciastka się nie zrumienią.
Pierniczki sobie upiekę, jak będę chciała i humor miała.
A może by tak ciasteczka kruche z maszynki, madame?
No, więc ciasteczka też kiepsko widzę, bo do ciasteczek z maszynki potrzebna jest maszynka.
Nie będę wmawiać, że nie mam maszynki. No, mam. Ale tak jakbym nie miała. Bo ona jest na przyssawkę. A że stoły mam drewniane, to przyssawka się ich chytać nie chocze.
Ktoś powie: to przyczep do kuchennego blatu.
A ja mu na to: blaty w mojej kuchni nie są przyklejone do szafek i jak Cot się zaprze… to ten… podnosi taki blacik razem z maszynką za rączkę od onej.
A znowu jeden blat to jest tak trochę przykręcony. Między kuchenką a zlewem jest położony. Pod nim mamy kubełek na śmieci. Ze trzy lata temu przyssalim do niego tę maszynkę z Dzieciem. Kręcim ciasteczka, kręcim, no kurna Olek, idzie nam nadzwyczajnie, ciasteczko za ciasteczkiem, aż tu nagle! Trrrach! Blat się oderwał, maszynka się oderwała, ciasteczka do kubełka polecieli, pełno radości i krzyku.
Ale ciasteczka będą prędzej czy później, bo są pyszne. U Babki i Dziadka jest zbędna maszynka, w sam raz dla Cota, ruska, taka co to gniotsa – nie łamiotsa.
Trochę może strach, że śrubą stół poharata, ale trudno. Strach rzecz ludzka.
A ciasteczka robi się tak.
5-7 żółtek (w tym mogą być dwa całe jajka) i półtorej szklanki cukru (Cot daje mniej) i – o wiele ktoś jest w życzeniu – dwa cukry waniliowe ubić na puch. Wlać stopioną, przestudzoną kostkę masła. Smakosze, rzecz prosta, dają margarynę. Do masy wgnieść drewnianą łyżką tyle mąki (najlepiej krupczatki), ile ona wchłonie – zwykle jest to około kilograma i ochłodzić.
Nałożyć na maszynkę do mięsa końcówkę do kruchych ciasteczek. Masę przepuścić przez maszynkę, no kręcić normalnie, kręcić, aż gały na wierzch wyjdą..
Wykładać na blachę, która może być sucha.
Piec w piekarniku nagrzanym do ok. 200° dopóki ciastka się nie zrumienią.
Chyba po tę maszynkę to ja się lada moment wybiorę.