9 listopada 2005
Na notkę o Babce (gryczanej) zaprasza Dziadek (do orzechów)
Czy to tylko ja jestem jakaś taka mało pozbierana i rozmemłana? Czy inni tez tak maja? Proszę bardzo: rano odwiozłam Dziecia i jego dziesięciokilogramowy plecak do szkoły. Wróciłam do domu. Pozmywałam po śniadaniu, cyknęłam sobie setkie mocnej kawy. Poszukałam pewnych danych potrzebnych mi do pracy. Poszłam do urzędu, gdzie pobrałam kwity niezbędne do wymiany dowodu osobistego i prawa jazdy. Zrobiłam zakupy. Wróciłam do domu i stwierdziłam, że mamy wszyscy godzinę dwunastą.
Ja się wzięłam za robienie obiadu (gulasz, kasza, surówka z czarnej rzepy, pomidorów i śmietany), a mnie się wzięła i zrobiła godzina druga.
Przyjrzałam się danym do pracy. Zaczęłam się zastanawiać, jak je podać w tekście, żeby były lekkostrawne. Zrobiła się wpół do trzeciej. Z tego myślenia mało mnie nie zemgliło, więc zjadłam obiad. No to się zrobiła trzecia i przyszedł Dzieć.
No i tak. Można powiedzieć, że zmarnowałam całe przedpołudnie. I na co? Na robienie głupiego obiadu!
A kaszy to ja nie lubię. Kole w zęby. A powinnam lubić, bo kaszy nie trzeba obierać.
A babki gryczanej nie lubię jeszcze bardziej niż kaszy, bo ona zawiera nie tylko kaszę, ale i biały ser, a mnie od białego sera boli żołądek. Przepis na babkę podaję w nadziei, że kogoś od niej żołądek będzie bolał jeszcze bardziej niż mnie.
Gotuje się szklankę kaszy gryczanej. To znaczy szklanka ma być suchej kaszy, po ugotowaniu franca powiększy objętość. Circa 15 deka twarogu rozciera się z jednym żółtkiem, dodaje posiekaną natkę pietruszki, sól i pieprz. Następnie pozostałe białko się rozkłóca z całym jajkiem dwiema łyżkami oliwy, solą, pieprzem i miesza z przestudzoną kaszą. Do wysmarowanej formy wciepuje się warstwę kaszy, potem twaróg i znowu kaszę. Piecze się to-to 30 minet w piekarniku nagrzanym do 190 stopni.
Co za obrzydliwy dzień.
Ja się wzięłam za robienie obiadu (gulasz, kasza, surówka z czarnej rzepy, pomidorów i śmietany), a mnie się wzięła i zrobiła godzina druga.
Przyjrzałam się danym do pracy. Zaczęłam się zastanawiać, jak je podać w tekście, żeby były lekkostrawne. Zrobiła się wpół do trzeciej. Z tego myślenia mało mnie nie zemgliło, więc zjadłam obiad. No to się zrobiła trzecia i przyszedł Dzieć.
No i tak. Można powiedzieć, że zmarnowałam całe przedpołudnie. I na co? Na robienie głupiego obiadu!
A kaszy to ja nie lubię. Kole w zęby. A powinnam lubić, bo kaszy nie trzeba obierać.
A babki gryczanej nie lubię jeszcze bardziej niż kaszy, bo ona zawiera nie tylko kaszę, ale i biały ser, a mnie od białego sera boli żołądek. Przepis na babkę podaję w nadziei, że kogoś od niej żołądek będzie bolał jeszcze bardziej niż mnie.
Gotuje się szklankę kaszy gryczanej. To znaczy szklanka ma być suchej kaszy, po ugotowaniu franca powiększy objętość. Circa 15 deka twarogu rozciera się z jednym żółtkiem, dodaje posiekaną natkę pietruszki, sól i pieprz. Następnie pozostałe białko się rozkłóca z całym jajkiem dwiema łyżkami oliwy, solą, pieprzem i miesza z przestudzoną kaszą. Do wysmarowanej formy wciepuje się warstwę kaszy, potem twaróg i znowu kaszę. Piecze się to-to 30 minet w piekarniku nagrzanym do 190 stopni.
Co za obrzydliwy dzień.