Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smalec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smalec. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 marca 2013

Jesienna zaduma

Jesienna zaduma
26 października 2006
Smalec idealny składa się tylko w połowie z pół kilograma drobno pokrojonej słoniny. Drugą połowę stanowi pół kilograma wędzonego boczku. Doświadczenie wskazuje, że nader często jest to większa połowa. Produkta te należy usmażyć. Zarówno boczek, jak i słoninę znacznie lepiej się kroi, gdy są lekko podmrożone (co nota bene nie zmienia faktu, że człowiek łapie się na tym, że głośno sam do siebie gada: „Ja chyba zwariowałam. Co mi, ojejusiu, odbiło?!”). Potem należy przelać wszystko (lepiej bez skwarek) do jakiegoś głębszego gara i dorzucić tam: bardzo drobno pokrojoną cebulę i jedno lub dwa utarte jabłka oraz – uwaga, tak jest! – łyżkę dobrego, świeżego mleka. Wszystko to potwornie zakipi, dlatego właśnie tej operacji nie da się przeprowadzić na patelni. Wrzucamy skwarki i niecierpliwie czekamy, aż smalec uzyska bardziej stałą konsystencję.
Zjada się go dosyć niemoralnie: zaczynając od wyżerania skwarek, spóźnialskim i osobom z mniejszym spustem pozostawiając gołą masę.
Smalczyk… chleb… piwko… No, po prostu: poezja śpiewana.