5 listopada 2005
Na notkę zaprasza reglator kwasowości
Czy goryl może mieć kobietę? Odpowiedź prawidłowa brzmi: nie, bo nie ma pieniędzy. W czasie, gdy szanse goryla spadają jeszcze bardziej, mężczyzna zaprasza kobietę na kolację. Jeden z moich ulubionych dowcipów rysunkowych wygląda tak. Na kanapie siedzi para i ona mówi do niego:
- Wyszłam za ciebie dla pieniędzy, Leonardzie. I gdzież one są?!
Gianni Monduzi w książce “Kobieta zawsze się przyda”, stwierdza: kobieta, która wyszła za mąż dla pieniędzy, prędzej czy później zarobi je. Co jest zresztą żadnym odkryciem. Jedna moja znajoma ostrzegała mnie już dwadzieścia lat temu:
- Pamiętaj, moje dziecko, dawniej mężczyzna utrzymywał kobietę, a teraz jej daje zarobić.
- Nie ma darmowych obiadów – to jest pierwsze prawo ekonomii, którego uczą na kursach dla przyszłych maklerów.
Niemniej zdarzają się obiady zadziwiająco tanie. Od lat nie piekłam kuraka. Aż tu nagle! Naszła mnie taka chęć. Na kuraka pieczonego z jabłkami. I ja za pięknego kuraka zapłaciłam raptem 10 złotych i 50 groszy. Zadziwiłam się bardzo, bo za jeden kurzy cyc płacę zwykle niewiele mniej.
Kurak się piecze, mnie łeb boli z głodu.
Jak się piecze kuraka wie pewne każdy. Nie wiem, czy każdy wie, że należy go najpierw umyć w otrębach a dopiero potem w wodzie. I nie wiem, czy każdy wie, że kuraka się smaruje śmietaną. Jak nie wie, jego strata.
Łeb boli dalej, koty siedzą pod piekarnikiem i patrzą łakomie na szybkę.
- Taka karma! – mówią.
To się nazywa buddyzm stosowany.
- Wyszłam za ciebie dla pieniędzy, Leonardzie. I gdzież one są?!
Gianni Monduzi w książce “Kobieta zawsze się przyda”, stwierdza: kobieta, która wyszła za mąż dla pieniędzy, prędzej czy później zarobi je. Co jest zresztą żadnym odkryciem. Jedna moja znajoma ostrzegała mnie już dwadzieścia lat temu:
- Pamiętaj, moje dziecko, dawniej mężczyzna utrzymywał kobietę, a teraz jej daje zarobić.
- Nie ma darmowych obiadów – to jest pierwsze prawo ekonomii, którego uczą na kursach dla przyszłych maklerów.
Niemniej zdarzają się obiady zadziwiająco tanie. Od lat nie piekłam kuraka. Aż tu nagle! Naszła mnie taka chęć. Na kuraka pieczonego z jabłkami. I ja za pięknego kuraka zapłaciłam raptem 10 złotych i 50 groszy. Zadziwiłam się bardzo, bo za jeden kurzy cyc płacę zwykle niewiele mniej.
Kurak się piecze, mnie łeb boli z głodu.
Jak się piecze kuraka wie pewne każdy. Nie wiem, czy każdy wie, że należy go najpierw umyć w otrębach a dopiero potem w wodzie. I nie wiem, czy każdy wie, że kuraka się smaruje śmietaną. Jak nie wie, jego strata.
Łeb boli dalej, koty siedzą pod piekarnikiem i patrzą łakomie na szybkę.
- Taka karma! – mówią.
To się nazywa buddyzm stosowany.
Aneks 1.
W zeszłym roku miałam Takie Coś. Romans? Nie romans? Kiedy moje życie zaczęło się nieco psuć, ten romans – nie romans powiedział:
- Zadzwoń, jak ci się poukłada.
- Ja? – zdziwiłam się.
- No ty. Przecież mamy równouprawnienie.
Ponieważ myślę, że nie ma równouprawnienia między samotną matką, która właśnie traci pracę, a facetem na dyrektorskiej rządowej posadzie – nie zadzwoniłam. Tym bardziej że mi się nie poukładało.
Że mu nic miłego nie powiedziałam zawdzięcza tylko temu, że tego dnia trawiła mnie gorączka 39 powyżej zera. Ale wkurw mnie chycił. A najbardziej nie mogę odżałować, że mu ugotowałam golonkę. „Przez pół Polsi do mnie jedzie, niech ma” – myślałam. A głupia byłam jak trzewiki sznurowane. Kurna, tyle bezsensownej roboty jak psu w gardziel!
W zeszłym roku miałam Takie Coś. Romans? Nie romans? Kiedy moje życie zaczęło się nieco psuć, ten romans – nie romans powiedział:
- Zadzwoń, jak ci się poukłada.
- Ja? – zdziwiłam się.
- No ty. Przecież mamy równouprawnienie.
Ponieważ myślę, że nie ma równouprawnienia między samotną matką, która właśnie traci pracę, a facetem na dyrektorskiej rządowej posadzie – nie zadzwoniłam. Tym bardziej że mi się nie poukładało.
Że mu nic miłego nie powiedziałam zawdzięcza tylko temu, że tego dnia trawiła mnie gorączka 39 powyżej zera. Ale wkurw mnie chycił. A najbardziej nie mogę odżałować, że mu ugotowałam golonkę. „Przez pół Polsi do mnie jedzie, niech ma” – myślałam. A głupia byłam jak trzewiki sznurowane. Kurna, tyle bezsensownej roboty jak psu w gardziel!
Aneks 2
Jemy już tego kuraka z jabcami. Słyszę uciążliwe ciamkanie.
- To Lońka czy Nikita tak mlaszcze? – pytam.
Dzieć:
- To mlaszczę ja. I będę mlaskać dalej, bo mi bardzo smakuje.
Jemy już tego kuraka z jabcami. Słyszę uciążliwe ciamkanie.
- To Lońka czy Nikita tak mlaszcze? – pytam.
Dzieć:
- To mlaszczę ja. I będę mlaskać dalej, bo mi bardzo smakuje.